"Bastard" to jak dla mnie 75% teksty, 25% muzyka. Jednak te 25% muzyki na płycie to cztery razy więcej, niż na "Oddech wymarłych światów", czy jeszcze wcześniejszej "666". Muzyka jest o wiele bogatsza, zaskakuje rozbudowaną formą z nieustającymi wariacjami, szybko zmieniającym się rytmem. KAT The Last Convoy (2020) 7: 7. KAT Without Looking Back (2019) 6: 6. KAT Mind Cannibals (2005) 5: 5. KAT Szydercze zwierciadło (1997) 4: 4. KAT 666 (1986) 3: 3. KATRóże miłości najchętniej przyjmują się na grobach (1996) 2: 2. KAT Oddech wymarłych światów (1988) 1 Metal And Hell - Kat, w empik.com: 106,09 zł. Oddech wymarłych światów (czerwony winyl) Kat. 149,49 zł Czy ta recenzja Ci pomogła? Tak (0) Nie (0) rafal456. I first became aware of Poland’s premier thrash metal export KAT in the very early 1990’s through the tape trading scene. I’d been trading with a European metal fanatic who was really big on them & he thought I might enjoy some of their thrashier material so he sent me over a few tapes that included their most highly regarded release in 1988’s classic third album “Oddech wymarłych Oddech wymarłych światów, an Album by KAT. Released in May 1988 on Pronit (catalog no. 0111; Vinyl LP). Genres: Thrash Metal. Rated #67 in the best albums of 1988, and #4462 of all time album.. Featured peformers: KAT (arrangements), Krzysztof Stasiak (bass guitar), Jerzy Kurczak (cover design), Dariusz Gospodarczyk (assistant engineer), Wojciech Postek (assistant engineer), Andrzej Opis produktu. Wznowienie kultowego albumu. "Master of Puppets" oryginalnie ukazało się 3 marca 1986r. nakładem Elektra Records i było pierwszym albumem w dyskografii zespołu Metallica, który zyskał status platyny. Płyta ostatecznie rozeszła się w ilości ponad 10 milionów egzemplarzy na świecie, w samym tylko USA pokrywając się 6 S2EA9. Klasyk mrocznego, przebojowego thrashu (9/10)Po wywołaniu, za sprawą "diabelskiego" debiutu, sporego zamieszania na polskiej scenie muzycznej członkowie śląskiego Kata dość spokojnie pracowali nad kolejnymi kompozycjami, którymi zresztą obficie dzielili się z fanami w trakcie licznych, grywanych w drugiej połowie lat 80-ych koncertów. Oficjalne wypuszczenie na rynek drugiej płyty formacji nastąpiło dopiero w połowie 1988 r. i niestety było efektem ponurej rzeczywistości wydawniczej schyłkowego PRL-u. Działająca wtedy cenzura co bardziej buntowniczym artystom rzucała kłody pod nogi i długo wstrzymywała wydawanie ich materiałów. Warto jednak było czekać, bo czteroosobowy w tym przypadku skład stworzył dzieło ponadczasowe, będące legendą polskiego metalu i jednym z najlepszych ciężkich wydawnictw, jakie ukazały się w Polsce. Do tego album ten w idealny sposób pokazał mrok końcówki lat 80-ych XX wieku oraz standardy stylistyczno-brzmieniowe, panujące wtedy nie tylko nad Wisłą. Oddech Wymarłych Światów, w przeciwieństwie do mocno opartego na heavy metalu 666 przynosi już mocno thrashowe oblicze Kata, inspirowane utworami Metalliki z okresu albumu Ride The Lightning oraz Slayera z czasów Hell Awaits. Jest to album ciężki, stawiający na konkretną moc gitarowych riffów, w większości galopujące tempa oraz sporą agresję dźwięków. Nie brakuje tu jednak dużych dawek melodii a także lżejszych fragmentów w tym akustycznych, pozwalających słuchaczowi odpocząć i odetchnąć od hałasowania. Zamiłowanie do spokoju jest zresztą u Ślązaków na tyle duże, że pokusili się oni nie tylko o napisanie swojej pierwszej ballady (wzbogaconej jednak ciężkim i dynamicznym finałem), ale też sporej liczby klimatycznych otwarć i finałów poszczególnych utworów. Na Oddechu... bez problemu można też odnaleźć fragmenty z heavy metalową melodyką, odwołującą się do twórczości Iron Maiden a sposób percepcji albumu ułatwia olbrzymia chwytliwość większości kompozycji, nadających im klasyczny charakter, formujący kanon polskiej muzyki metalowej. W samych utworach mocno słychać też postęp kompozytorski, jakiego dokonał zespół przez dwa lata od debiutu. Nie są to już proste i krótkie strzały, ale rozbudowane i wielowątkowe formy, trwające w okolicach 5-6 minut każda. Choć w większości trzymają się one tradycyjnych schematów zwrotkowo-refrenowych, to jednocześnie nie brakuje im ambicjonalnych odchyłów i kilku ciekawych wycieczek w nieznane. Sporo dobrego trzeba też napisać o grze poszczególnych członków Kata. Piotr Luczyk prezentuje się nie tylko jako bardzo ciekawy gitarzysta rytmiczny ale przede wszystkim osoba mająca spore wyczucie melodyki i talentu do tworzenia mrocznych klimatów w partiach solowych. Jego popisów jest sporo a oscylują one między "slayerowym", kakafonicznym przebieraniem po gryfie, ambitnymi, melodyjnymi popisami a klimatycznymi, krótkimi wstawkami, których nie powstydziłyby się klimatyczne formacje metalowe tworzące w kolejnej dekadzie. Uzupełnieniem pracy gitar jest wyrazista i często wychodząca na pierwszy plan praca basu Krzysztofa Stagmana oraz ciężkie i równe uderzanie w bębny przez Ireneusza Lotha, który na Oddechu... po raz pierwszy pokazał swój charakterystycznie toporny i jednocześnie pełen nieszablonowych zagrywek styl uderzania w instrumenty perkusyjne. Najwięcej jednak emocji wywołuje śpiew Romana Kostrzewskiego, który oprócz mocnego i wściekłego zdzierania gardła potrafi również wchodzić w rejony dużo bardziej melodyjne a miejscami nawet subtelne, w czym trochę nawiązuje do klasyków polskiej muzyki rockowej a w szczególności Krzysztofa Cugowskiego z Budki Suflera. Wartość śpiewu Romana wzbogacają też jego charakterystyczne teksty, w których co prawda na konkretną treścią dominują kwieciste mroczne metafory, to jednak są one poważniejsze niż zamieszczone na 666 i mogą robić duże wrażenie szczególnie na młodszym pokoleniu słuchaczy. Szczególnie że za sprawą surowego i nie zawsze w pełni profesjonalnego brzmienia Oddech Wymarłych Światów został wyraźnie umiejscowiony w estetyce i klimacie lat 80-ych, prezentując się wyjątkowo mrocznie nawet jak na czas swojego powstania. Co do poszczególnych utworów Kat na drugiej płycie po raz pierwszy postawił na sporą różnorodność materiału i w efekcie płyty słucha się doskonale od początku do końca a odbiorca nie ma prawa się nudzić. W agresywnym, szybkim i w większości wściekłym repertuarze Polacy doskonale odnajdują się za sprawą: otwierającego całość, mieszającego brutalną, gitarową agresję i kapitalną melodykę zapadających w pamięci refrenów Porwanego Obłędem, mrocznej, klimatycznej i powoli się rozkręcającej Dziewczyny w Cierniowej Koronie oraz najbardziej brutalnego i nastawionego na "slayerowe" galopady i kakafoniczne solówki Mag-Sex. Na drugim biegunie znalazła się rozpoczyna się bardzo delikatnie stonowanymi dźwiękami klawiszy ballada Głos Z Ciemności, w której członkowie Kata udowadniają, że są bardzo utalentowanymi uczniami Metalliki w temacie tworzenia rozkręcających się stopniowo, dłuższych eposów. Najlepsze wrażenie pozostawiają jednak utwory utrzymane w średnim tempie, w których też przy okazji najwięcej się dzieje. Motoryczny, świetny riffowo i wokalnie Śpisz Jak Kamień to jedna z najbardziej mrocznych kompozycji w dorobku Kata, której ze względu na wstawki gitar solowych nie powstydziłby się sam Paradise Lost. Dodatkowego smaczku dodaje jej długie, akustyczne zakończenie z płynącą solówką i wokalami nawiązującymi do twórczości klasyków polskiego rocka z lat 70-ych. Z kolei Diabelski Dom Cz. II to nie tylko najciekawsza z pieśni noszących ten tytuł, ale także kapitalna, energetyczna petarda, świetnie zaśpiewana przez Romana Kostrzewskiego, do tego bombardująca słuchacza dzikim przyśpieszeniem w części środkowej. Jest to jeden z największych i najbardziej lubianych klasyków z repertuaru Kata. Równie doskonałe wrażenie sprawia oparty na heavy metalowych, chwytliwych melodiach i sporej ilości ciekawych solówek Bramy Żądz, którego nietypowa struktura z dwoma refrenami oraz wyraźnym podkręceniem tempa pod koniec powoduje, że jest to jeden z najbardziej ambitnych i nieszablonowych utworów w dorobku Wymarłych Światów stanowi otwarcie najlepszego twórczego okresu w historii Kata, w trakcie którego ten zespół stał się legendą polskiego metalu, na której nowe, ukazujące się przy tym bardzo nieregularnie pozycje wszyscy fani metalu czekali z zapartym tchem. Choć ta płyta w dużym stopniu bazuje na dokonaniach thrash metalowych klasyków w tym zwłaszcza uwielbianej przez Polaków Metalliki, to jednak sposób prezentacji materiału a także odważne sięganie do lżejszych bądź mrocznych odmian muzyki metalowej i rockowej tworzy jedną z bardziej oryginalnych płyt gatunku. Jest ona doskonałym świadectwem, że nad Wisłą w latach 80-ych także potrafiono tworzyć dzieła na światowym poziomie we niczym nie ustępujące najlepszym. Wszystkich zawartych na tej płycie kompozycji słucha się doskonale także po ponad 30 latach od ich premiery a ich wartość ciągle jest bardzo wysoka. Trudno mi ostatecznie przesądzać, czy jest to najlepsza pozycja z repertuaru śląskiego zespołu, bo kolejne dwie w niczym jej nie ustępują. Bez wątpienia jednak jest to jedna z najbardziej inspirujących dla młodych ludzi pozycji w historii polskiej muzyki metalowej, dzięki której wielu z nich w kolejnych latach i dekadach poświęciło swe życie na tworzenie ciężkich dźwięków. I z tego też powodu należy jej się olbrzymi szacunek i pamięć wśród miłośników A High Point for Eastern Bloc ThrashKat's third album is where they take many of their influences such as Venom, Metallica, and early Testament to mix them into their own, unique, toxic sonic brew. This is a crusty, satanic thrash album with raw production that only amplifies the crunch of the riffs that gallop forth here. This album is like a more refined Venom with more complex riffing and structures akin to Kat's American contemporaries, along with a singer who sounds mad and bewitched. This was the album that showed off the Polish underground's true strengths and would pave the way for the massive Polish death and black metal scenes. Oddech Wymarłych Swiatów is to Poland, what Black Metal and Ride the Lightning were to the English-speaking metal Wymarłych Swiatów, meaning "The Breath of Dead Worlds" in its native Polish, is an album that's well-composed and uses its raw soviet-era production to its advantage to project an atmosphere of gloom over the album, which is very fast and thrashy. It kicks off with "Porwany Obledem" which makes use of choppy, galloping riffs and Roman Kostrzewski's manic chorus calls. It's got an energy like gearing up in your buggy to take on the destroyed, ominous wasteland in front of you. Other songs like "Spisz Jak Kamien", "Diabelski Dom", and "Bramy Zadz" all have solid riffing patterns and a nice dark crunch to them that just makes the thrash even heavier. The guitars are even dark on the soft Metallica-inspired acoustic parts of the album, making the atmosphere feel warm, yet barren and gloomy. This is only further accented by Kostrzewski, whose singing is melodic and manic at the same time, making it feel as though you are listening to the death throes of a man trapped in the insane, ruined lands that Kat describe in their songs. Every song sticks after a listen or two and there is nothing on here I'd consider filler. It's all raw, thrashy, hard-hitting, and that this album would later influence some of Poland's giants only helps the reputation this has, which can stand tall on the music alone. Vader, Behemoth, and the Acid Drinkers consider this band to have influenced their sound and their entire national scene. With an album with as many iconic thrashing songs as this one, it's easy to see them having that kind of impact. This album blends Testament, Metallica, and Venom so evenly, and has the instrumental and songwriting strengths to compete alongside them. For a chilling and riff-charged thrash experience, look no further. These Polish gents have certainly done Votes are used to help determine the most interesting content on RYM. Vote up content that is on-topic, within the rules/guidelines, and will likely stay relevant long-term. Vote down content which breaks the rules. 1. Łossod – 02:56; 2. Ośle – 05:35; 3. Tarło – 05:20; 4. Modłości – 05:38; 5. Baba zakonna – 04:44; 6. Popiór – 04:52; 7. Głowy w dół spuszczone – 05:28; 8. Dali na mszę – 06:08 Trudno zliczyć, ile razy w przeciągu ośmiu lat, które minęły od ukazania się płyty „Biało-Czarna” Roman Kostrzewski był pytany o przewidywaną datę premiery kolejnego albumu swojej inkarnacji Kata sygnowanej nazwą zespołu i jego nazwiskiem. Jednak ilekroć natrafiałem na wywiad, w którym padało to pytanie, tylekroć padała na nie inna odpowiedź. Sam czekałem, osobiście wielokrotnie zagajałem do muzyków przy okazji spotkań przed i po koncertach. Teraz te spekulacje są całkowicie nieistotne bo oto doczekaliśmy się: nowy, zawierający premierowy materiał album formacji Kat & Roman Kostrzewski stał się faktem. Po jego wysłuchaniu mogę jedynie krótko i treściwie oznajmić: warto było. Darzę jednakowym szacunkiem wszystkich muzyków, którzy kiedykolwiek grali w Kacie, a w trwającym od 2004 sporze między niegdysiejszymi dwoma centralnymi postaciami zespołu jestem osobą całkowicie bezstronną. Niemniej jednak uważam, że „Popiór” to zdecydowanie najlepszy album, który od rzeczonej daty ukazał się pod banderą Kat, z dopiskiem lub bez niego, a przesłuchałem i posiadam w swoich zbiorach wszystkie. Brzmieniowo nowa płyta jest jakby symbiozą patentów wykorzystanych na poprzedniczce z tymi, na których opiera się klasyczny longplay „Róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach” z 1996 roku. Najlepiej słychać to w numerze „Głowy w dół spuszczone”, w którym niektóre riffy są jakby wyjęte żywcem z tej pierwszej, zaś połamany technicznie układ utworu od razu przywodzi na myśl tę drugą. Trochę mniej czytelne, ale również dostrzegalne podobieństwo między nową płytą a wymienionymi dwoma można usłyszeć w singlowym „Ośle”, który konstrukcyjnie jest typową dla Kata thrashową galopadą. W tej kompozycji słychać nawet echa zrewitalizowanych „Szóstek” z 2015 roku, konkretnie „Metalu i piekła” w tamtej wersji. Kolejnym złożonym, ciekawie zaaranżowanym numerem jest „Tarło”. Szybkie kanonady przeplatają się tu z wolniejszymi fragmentami, taką progresywną wielowątkowość w twórczości Kata zawsze bardzo sobie ceniłem. „Modłości” sprawiają wrażenie logicznej kontynuacji „Szmaragdu bazyliszka”, przynajmniej z początku. Tak jak w tamtym utworze mamy narastające, choć nie takie długie intro, dopiero potem zespół atakuje by znowu zwolnić, następnie przypuścić kolejną szarżę i wreszcie zakończyć kolejnymi sennymi, czystymi dźwiękami. Tu dochodzimy do kolejnego punktu stycznego z „Różami”, mianowicie po wybrzmieniu ostatnich „ładnych” tonów znienacka atakuje agresywny, kostkowany riff (zupełnie jak „Strzeż się plucia pod wiatr” następujący po „Wierzę”). To „Baba zakonna”, mój zdecydowany faworyt na „Popiórze”. Podoba on mi się najbardziej z dwóch powodów. Po pierwsze w końcówce pojawia się zabieg, którego nigdy wcześniej u Kata ani u Kat & nie słyszałem, mianowicie unisono wysokich tonów gitary basowej z riffem. Fajny patent, pasuje do muzyki tej grupy. Po drugie, po typowo thrashowej pierwszej części pojawia się mostek oparty na synkopach, a następnie płynny powrót do głównego riffu. Nawet w porównaniu do maksymalnie pokręconego technicznie albumu „Bastard” z 1992 robi to niezłe wrażenie. Mamy tutaj również dwie ballady: umieszczenie na początku w pełni akustycznej kompozycji „Łossod” miało zapewne na celu świadomie zdezorientować słuchacza zastanawiającego się nad tym, co dalej będzie się działo na płycie. Wiosła brzmią tu właściwie identycznie jak na „Buku”, aranż też zbytnio nie odbiega od bezprądowych wersji klasycznych utworów Kata z tamtej płyty. Drugą pościelówką jest numer tytułowy, wykorzystujący podobne rozwiązania co „Trzeba zasnąć” z „Szyderczego zwierciadła”, czyli akustyczne partie gitary rytmicznej i elektryczne prowadzącej. Jednak jeśli przyrównać te dwa kawałki do siebie pod kątem oceny, który jest lepszy, to „Popiór” wypada niestety blado. Ten utwór ratuje jednak nowy bębniarz grupy, Jacek Nowak. Jego gra dodaje temu kawałkowi werwy, szczególnie w tej części, w której nabija na hi-hacie zamiast na ridzie. A jak na tym albumie zaprezentował się sam lider formacji? Cóż latka lecą, więc nie może on sobie już pozwolić na swoje firmowe niegdyś przeszywające dreszczem falsetowe piski. Na „Biało-Czarnej” jeszcze próbował, ale już tam było słychać, że na jego dawną barwę głosu nie ma co liczyć. Tutaj odnalazł dla siebie nową formułę: zamiast próbować na siłę dosięgnąć górek przeplata dostojnie brzmiący, nasycony złowrogimi pomrukami bas z odrobiną melodyjnego tenoru co wychodzi mu naprawdę przekonująco i pasuje do klimatu muzyki. Za to w tekstach Roman nie zmienił się w ogóle: z właściwą dla siebie swadą porusza tematy niewygodne, wytyka przywary i bluźni tak jak on to tylko potrafi najlepiej. Podsumowując, „Popiór” to świetny album. Przez chwilę już zaczynałem tracić wiarę w to, że Kat & wyda jakąkolwiek płytę, a nawet jeśli to będzie ona wymęczona do bólu. Nie jest tak. Myślę, że obecność w składzie dwóch Jacków, obu niemal o pokolenie młodszych od wokalisty ma kluczowe znaczenie dla artystycznej wartości „Popióra”. Do kapeli wpłynęła świeża krew, a ona praktycznie zawsze daje zastrzyk dobrych pomysłów. Nie jest to płyta przełomowa, ale jest naprawdę solidna i myślę, że spokojnie można ją postawić na półce obok „Oddechu wymarłych światów” czy oryginalnych „Szóstek”. 9/10 Patryk Pawelec KAT: Oddech Wymarłych Światów [Winyl]Wykonawca: Kat Lista utworówStrona A: 1. Porwany Obłędem - Kat2. Śpisz Jak Kamień - Kat3. Dziewczyna W Cierniowej Koronie - Kat4. Diabelski Dom Cz. II - KatStrona B: 1. Mag-sex - Kat2. Głos Z Ciemności - Kat3. Bramy Żądz - Kat OpisLegenda polskiej sceny muzycznej powraca! Po latach oczekiwań fanów - ponownie w sprzedaży jedna z najbardziej klasycznych pozycji muzyki metalowej!"Oddech wymarłych światów" to reedycja drugiej studyjnej po "666" i jej anglojęzycznej wersji "Metal and Hell" płyty Kata, która pierwotnie wydana została w 1988 roku. Album uznany został w licznych podsumowaniach jako jedna z najlepszych płyt w historii polskiej muzyki metalowej. Reedycja wierna jest swojemu oryginałowi na LP i wydana jest z największą dbałością o każdy szczegół, a całość poddana została specjalnemu masteringowi. Polecamy! Stan produktuProdukt ORYGINALNY. Płyta zupełnie NOWA. (w przypadku konieczności zabezpieczenia dysku przed wypadnięciem folia fabryczna zostaje zmieniona) Dział: WINYLLiczba nośników: [1xWINYL]EAN: 5907785039735SKU: 582720

kat oddech wymarłych światów recenzja